piątek, 25 lipca 2014

In Car we trust

 Już trochę było, o naszym samochodzie, ale ten post poświęcę, w całości naszemu domkowi na kółkach. Samochodu szukaliśmy głównie na popularnych serwisach z ogłoszeniami i portalach aukcyjnych. Przeglądałam je, dość często a w ostatnich miesiącach był to, mój rytuał zaraz po otworzeniu oczu. Jeszcze nie wstałam z łózka, a już szukałam. Zaczynałam oczywiście od najtańszych i na tych poprzestawałam. Bez sensu było wydawanie, zbyt dużo na samochód, musimy sobie zostawić jeszcze trochę na życie w podróży. Nie mieliśmy doświadczenia w kupnie samochodu, właściwie jest to nasze pierwsze dobro wspólne po ślubie. W zakupie pomagała rodzina i fora internetowe. Na co, zwracałam uwagę? Przede wszystkim, na pierwsze wrażenie, trzeba od razu wiedzieć, że to Twój samochód, w końcu będę w nim mieszkać, muszę darzyć go sympatią. Aspektów mechanicznych nie ocenisz na oko, tu już trzeba się wsłuchać w dźwięk silnika i chociaż kawałek przejechać się samochodem, który chcemy kupić.  Nie chcieliśmy kupować tradycyjnego kampera z alkową do spania, ze względu na to, że chcemy parkować ,, na dziko” a większy samochód to większy problem z parkowaniem. Nie znamy się na kamperach i nigdy nie użytkowaliśmy kampera, więc wybraliśmy łatwiejszą i mniejszą opcję kompaktową, bus kamper. Nasz ruchomy domek, ma część mieszkalną z kuchenką, lodówką, jadalnią i sypialnią w jednym. Jest nawet łazienka i szafa, na jedną bluzkę i dwie sukienki J. Naszego Volkswagena kupiliśmy w dobrym stanie, jednak jest to okaz z 1988 roku, nie był zniszczony, ale wymagał odświeżenia, wymiany niektórych części i drobnych poprawek wnętrza i lakieru. Zawsze znajdzie się coś do dopracowania. Ogrzewanie nie działało, ale cudownie się naprawiło, po prostu wystarczyło wiedzieć jak je włączyć, mechanik odkrył także, że mamy wspomaganie kierownicy, którego miało nie być. Poprzedni właściciel jeździł nim okazjonalnie, na ryby, więc samochód, jakby się zatrzymał w czasie 30 lat temu.  Michał przez ostatnie dwa miesiące nieustannie zajmuje się samochodem, czyści maluje, montuje dodatkowe rzeczy, pomaga mu, mój Tata, który naprawdę, zna się na samochodach i bez którego pewnie jeszcze kilka razy musielibyśmy korzystać z pomocy specjalistów. Za co jesteśmy mu bardzo bardzo wdzięczni! Dołożyliśmy bagażnik na dach, bez którego ani rusz, bo na nim podróżować będą deski. Panel solarny, abyśmy byli prądo-niezależni i eko ;). Nie wspominam już o gniazdkach, nowych pokrowcach i mnóstwie innych szczegółów, a przede wszystkim niezliczonych godzin pracy przy aucie. 
  Na nasz autobusik wydaliśmy większość oszczędności przeznaczonych na wyjazd, mamy nadzieję, że się opłaciło i będzie jeździł kolejne 30 lat a warsztaty samochodowe, będziemy mijać, tylko w oddali.


                                             Tak było: 




























                                                               Po metamorfozie: 
































5 komentarzy:

  1. Pretty element of content. I simply stumbled upon your site and in accession capital to say that
    I get actually loved account your weblog posts. Anyway I'll
    be subscribing to your augment and even I achievement you
    get entry to consistently fast.

    My website :: this domain

    OdpowiedzUsuń
  2. My brother suggested I might like this website. He was entirely right.
    This post actually made my day. You cann't imagine simply
    how much time I had spent for this info! Thanks!

    Here is my page ... giftmarket - ,

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, superb blog layout! How long have you been blogging for?
    you made blogging look easy. The overall look of your web site is magnificent, as well as the content!



    Stop by my webpage - corporate gifts

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hey, Im blogging something about 3 weeks

      Usuń

Zostaw komentarz, fajnie jest wiedzieć czy blog, Ci się podoba :)